Józef Chełmoński (1849-1914)

Jeden z czołowych reprezentantów realizmu, wielki pejzażysta i malarz scen rodzajowych, sławę przyniosły mu przedstawienia zwierząt.

Urodził się we wsi Boczki nieopodal Łowicza w rodzinie zubożałej szlachty. Uzdolniony plastycznie i muzycznie ojciec rozwijał w nim wrażliwość na dźwięki i udzielał mu pierwszych lekcji rysunku. Silne więzi rodzinne oraz wpojony patriotyzm, wrażliwość społeczna, pracowitość ukształtowały charakter Chełmońskiego. Dzieciństwo spędzone na wsi wyrobiło w nim szacunek wobec natury i wszelkich przejawów życia. Niespotykana pamięć wzrokowa połączona z uczuciowością już w dzieciństwie określiły go jako artystę. Wielkim przeżyciem dla kilkunastolatka były wydarzenia związane z powstaniem styczniowym. One także powróciły po latach na jego płótnach.

Chełmoński uczył się w szkołach w Łowiczu i Warszawie. Wyróżniał się pracowitością i zdolnościami. Po ukończeniu gimnazjum wybrał naukę w warszawskiej Klasie Rysunkowej. Mistrzem i ukochanym nauczycielem młodego adepta sztuki okazał się Wojciech Gerson, wybitny pedagog, malarz, wychowawca wielu znakomitych polskich artystów. Lata warszawskie były okresem młodzieńczych przyjaźni i wytężonej pracy, ale też czasem borykania się z trudnymi warunkami materialnymi. Już jego pierwsze obrazy: „Wypłata robocizny” (1869), „Żurawie” (1870) czy „Matula są”(1871) zapowiadały przyszłego malarza wsi, wiejskiego życia i pejzażu polskiego.

Pod koniec 1871 roku Chełmoński wyjechał na studia do Monachium. Zapisał się do pracowni rysunków Hermanna Anschütza i Aleksandra Strähubera.

Wolna natura Józefa Chełmońskiego nie pozwoliła mu zbyt długo pozostać w stabilnym i spokojnym, bardzo mieszczańskim Monachium. Wyjechał na jakiś czas na Ukrainę –ucieleśnienie bezgranicznej swobody i wolności, wspaniałej i dzikiej przyrody. Wówczas to pojawiły się pełne rozmachu sceny z pędzącymi zaprzęgami, emanujące żywiołowością grupy chłopów stłoczonych przed karczmą lub sceny kontemplacyjne z wieśniakiem spoglądającym w rozgwieżdżone niebo. To w latach 70. XIX wieku powstał jeden z najpiękniejszych obrazów Chełmońskiego „Babie lato” (1875) z młodą pastuszką leżącą na łące.

Pierwsze sukcesy w Monachium zachęciły artystę do wyjazdu do Paryża. Pod koniec 1875 roku był już we Francji. Po kilku miesiącach pojawiło się oszałamiające powodzenie. Jego obrazy natychmiast znalazły admiratorów, głównie amerykańskich. Współpracował także ze znanym salonem sztuki Goupila (Paryż) i galerią Knoedlera (USA). Malował kolejne, coraz bardziej ekspresyjne sanny, jarmarki, targi końskie. Wyczerpany, wyeksploatowany i – jak mu zaczęto słusznie zarzucać − wyjałowiony artystycznie zdecydował się w 1887 roku wrócić do Polski. Rozpoczął się dla niego trudny, samotny czas, trwający do kresu życia. Ale to wówczas powstały najpiękniejsze, wyciszone, medytacyjne pejzaże i krajobrazy mazowieckie. „Burza”(1896), „Sójka” (1892), „Kuropatwy” (1891) – trudno znaleźć malowane z większą miłością i czułością zwykłe „niezwykłe” sceny i widoki.

Ostatnie lata spędził samotnie po rozstaniu z żoną i córkami, głęboko religijny, pogrążony w swoim świecie sztuki i natury. Dopiero po wielu latach krytyka polska doceniła jego dzieła, umieszczając go w panteonie rodzimego realizmu.

Zmarł w Kuklówce pod Grodziskiem Mazowieckim.